Zagłada Żydów w Koźminku

ZAGŁADA ŻYDÓW W KOŹMINKU

OD REDAKCJI: 

Chcielibyśmy serdecznie podziękować osobom, które pomogły nam w tłumaczeniu tekstu do artykułu. Bez pomocy tych życzliwych Pań nie dalibyśmy sobie rady.

Dziękujemy za tłumaczenie Paniom :  

z jezyka angielskiego : Pani Gracjanie Herman i Pani Roksanie Maciejewskiej  

z języka niemieckiego : Pani Karinie Ździebło

Oficjalnie źródła podają, że koźmińscy Żydzi zostali wywiezieni, i zamordowani  w obozie „KULMHOF” w Chełmnie nad Nerem. To tam, w tym strasznym miejscu, życie straciło tysiące Żydów z Wielkopolski. To tam, mieli zostać zamordowani niemal wszyscy Żydzi z Koźminka. Czy jednak tak naprawdę się stało? Otóż nie, Żydzi z Koźminka, przynajmniej ich część została poddana okrutnym testom. To zabiło około 500-700 osób! Wyjawiamy wam, co udało nam się w naszym śledztwie odkryć. Ujawniamy wam, co stało się jesienią 1941 roku. Wyjawiamy, co w styczniu 1942 roku robił jeden z największych zbrodniarzy, dowódca Sonderkommando Herbert Lange. Prawda, którą udało się nam odkryć, opis zbrodnii jest przerażający. Prawdopodobnie odkryliśmy miejsce ogromnej tragedii. Najpierw jednak trochę suchych faktów.

Koźminek to miasteczko dość mocno związane z kulturą żydowską. Jak podają źródła już od XV wieku datuję się bytność Żydów w Koźminku. Żydzi w Koźminku należeli aż do XIX wieku do gminy w Kaliszu. W 1719 roku wznieśli oni w północnej części miasta (obecnie tyły parceli przy ul. Kilińskiego) drewnianą synagogę.  W owym czasie był też już cmentarz żydowski, po którym dziś już nie ma śladu. W 1809 roku Koźminek zniszczył pożar, spłonęła również drewniana synagoga. Na jej miejsce powstała nowa murowana synagoga, dane podają, że powstała ona po 1883 roku. Gdzie przez okres około 70 lat modliła się społeczność żydowska? Nie wiadomo, być może były to prywatne domy modlitwy. Wiadomo, że w 1921 roku mieszkało tu 729 Żydów.  W każdym razie po 1883 roku powstaje nowa synagoga inaczej nazywana również Bożnicą oraz budynek mykwy, który był podobno użytkowany do 1939 roku. Jak opowiada pewien starszy mieszkaniec Koźminka mykwa mieściła się nieco dalej na ulicy Kilińskiego. Mykwa, wyjaśnienie dal tych, którzy nie wiedzą to-

,,w judaizmie zbiornik z bieżącą wodą (niekiedy basen) dla osób i naczyń, które zaciągnęły jakiegoś rodzaju nieczystość rytualną. Obmycie w mykwie dokonuje się przez całkowite zanurzenie. Obmywane są także naczynia nowo nabyte. Kąpiel w mykwie odbywali także neofici, jako element obrzędu przyjęcia do synagogi. Od średniowiecza łączona była z łaźnią – również określaną tą samą nazwą: mykwa”. Właściwy zbiornik powinien zawierać przynajmniej 40 sea wody (ok. 270 litrów) tak, żeby możliwe było zanurzenie całego ciała. Woda nie może być „czerpana” tzn. być uzupełniana wiadrami, ma pochodzić bezpośrednio z rzeki lub źródła, lub wody deszczowej bezpośrednio doprowadzonej do zbiornika.

Ciekawe jak Żydzi w Koźminku uzupełniali wodę, rzeka wszakże, obok, ale wedle zasad nie powinna to być woda czerpana. No cóż pewnie się o tym nie dowiemy.

Trzeba tutaj jeszcze wyjaśnić znaczenie Synagogi, która jest dla wyznawców Mojżeszowych miejscem świętym. Jest to najważniejsza instytucja judaizmu, pełniąca jednocześnie kilka zasadniczych funkcji, jako miejsce: gromadzenia się wspólnoty lokalnej, nauczania, odprawiania publicznych modłów z udziałem, co najmniej dziesięciu dorosłych Żydów. Synagoga nie jest „świątynią”, choć w pewnym uproszczeniu bywa tak nazywana, bowiem w zasadzie miano owo i funkcje (zwł. miejsca obecności Boga) są w judaizmie zastrzeżone wyłącznie dla Świątyni Jerozolimskiej.

Jeśli chodzi o architekturę synagog to zazwyczaj, poza tym, że były nieco większe od reszty budynków, architektonicznie nie odbiegały od charakteru zabudowy danej miejscowości. Tak, więc na wsiach i małych miasteczkach często była to zwykła drewniana budowla, a w miastach większe lub mniejsze budynki od stylu romańskiego do klasycystycznego czy popularnego na początku XX wieku neogotyku. Od średniowiecza w architekturze synagog pojawił się babiniec. Było to osobne pomieszczenie dla kobiet przylegające do głównej sali i oddzielone od niej ścianą nazywaną mechica, w której mieściły się okna, lub w większych bożnicach umieszczone w galerii na piętrze, z którego kobiety mogły obserwować całe wnętrze. Według zaleceń religijnych było to spowodowane troską o modlących się mężczyzn, gdyż podczas modlitwy nic nie mogło rozpraszać ich uwagi.

Ściana wschodnia synagogi była jednym z najważniejszych miejsc, bowiem w wewnętrznej przestrzeni znajdował się aron (ha-) kodesz, a znajdujące się tam miejsca – uważane za najbardziej zaszczytne.

Aron (ha-) kodesz to szafa ołtarzowa (zarówno wolno stojący mebel, jak i nisza w ścianie) przeznaczona do przechowywania rodałów (Tory), umieszczona w głównej sali modlitwy w synagodze. Aron (ha-) kodesz sytuowany jest na osi ściany skierowanej w stronę Jerozolimy (w Europie ściana wschodnia). W Polsce wykonywano szafy jedno- i kilkukondygnacyjne, zazwyczaj bogato zdobione ornamentami roślinnymi, symbolicznymi, zwierzęcymi, z miejscem na rodały w dolnej kondygnacji, zamykanym dwuskrzydłowymi drzwiami przesłoniętymi parochetem( zasłona) i kaporetem. Parochet składa się z centralnego kawałka materiału zwanego lustrem oraz dwóch pasów z innej tkaniny po bokach, które symbolizują kolumny w Świątyni.

Aron (ha-) Kedesz. Rodał (zwoje Tory).

Aron (ha-) Kedesz.

Rodał (zwoje Tory).

Rodał (zwoje Tory).

 

 

 

 

 

 

 

 

W Koźminku w synagodze mogło to wyglądać podobnie, tego niestety nie wiemy, ponieważ nie zachowały się żadne zdjęcia synagogi, w każdym razie my do żadnych nie dotarliśmy. Zdjęcie poniżej przedstawia ścianę wschodnią synagogi w Koźminku, gdzie od wewnątrz musiała się znajdować wnęka na Aron (ha-) kodesz.


Koźminek synagoga

Synagoga dzisiaj

Z opowiadań miejscowej ludności można się dowiedzieć, że synagoga w Koźminku miała piękne gotyckie okna, na suficie była namalowana gwiazda Dawida. Jeden mieszkaniec opowiadał, że w oknach były witraże a na suficie pełno gwiazd.

Inna osoba, której opowieść możemy przeczytać w publikacji Gminnej Biblioteki w Koźminku, opowiada, że w Synagodze

,,stały ławki, sufit był pomalowany na niebiesko, a na nim duża, sześcioramienna Gwiazda Dawida. Chodzili tam tylko mężczyźni. Na środku było wzniesienie, na którym modlili się Żydzi. W soboty przyjeżdżał odprawiać nabożeństwo rabin z Kalisza”.

Wzniesienie, o którym tutaj mowa to centralne miejsce synagogi – bima – podium lub podwyższenie, na którym znajduje się pulpit służący do czytania Tory. Z kolei w innych źródłach czytamy, że

,, Synagoga w Koźminku była zbudowana pierwotnie o typowym układzie sali głównej, poprzedzonej przedsionkiem z umieszczonym nad nim babińcem”.

Czyli z tej informacji wynika, że jednak była część przeznaczona dla kobiet.

Jak opowiadają starsi mieszkańcy przed wybuchem wojny, cała społeczność miasteczka żyła w zgodzie. Razem koegzystowali Katolicy, Ewangelicy i Żydzi. Ewangelicy prowadzili gospodarstwa rolne a Żydzi trudnili się przede wszystkim handlem. Żydzi obchodzili swoje święto Szabat. Szabat zaczyna się o zmierzchu w piątek i trwa do zmierzchu w sobotę, jego godziny są, więc ruchome i zależą od pory roku i szerokości geograficznej. Tradycyjnie przed szabatem gospodyni zapala dwie świece. Do obowiązków należy dwukrotna recytacja modlitwy kidusz. W sobotę wyznawcy judaizmu mają obowiązek zaprzestania większości codziennych obowiązków, a zwłaszcza powstrzymania się od szczególnych czynności określonych mianem ,,melachot”. Zakazana jest praca zarobkowa, sprzątanie, rozniecanie ognia (i używanie elektryczności), a także podróżowanie na większe odległość. Dlatego też w szabat mieszkanki Koźminka, jak można wyczytać w źródłach:

,, przychodziły pracować, żeby oni sami nie wykonywali żadnych czynności. Paliły w piecach, zapalały im świece, sprzątały, a oni w ten dzień nie robili nic, ale to tylko ortodoksyjni, pozostali już nie”.

Z opowiadań o Żydach zamieszkujących miejscowość Praszka można wyczytać, że w około 1900, może 1910 roku rabinem w Koźminku był Herszlik Zilberman, urodzony w 1877 roku w Warcie. Generalnie Żydzi z Koźminka podlegali Rabinowi z Kalisza.

W przedwojennym Koźminku życie toczyło się w miarę normalnie, wszystkie wyznania koegzystowały ze sobą, ba, zdarzały się nawet mieszane małżeństwa.

Wojna wszystko zmieniła…..Nastały ciężkie czasy dla Żydów oraz całej reszty społeczeństwa…


DZIEŃ ZAGŁADY 

Sonderwaggen

Sonderwaggen

Szukając informacji o tym, co stało się w tamtych strasznych dniach w Koźminku. Udało nam się spisać wywiad udzielony nam przez Panią Paczesną z Koźminka, oraz znaleźliśmy zapis nagrania rozmowy z Panem Józefem Nowakiem. Obie te osoby opisują jak wyglądało gazowanie Żydów w Koźminku, widziane ich oczyma. Z ich opisów wynika, mieszkańcy Koźminka zdawali sobie spawę, że ciężarówki wywoziły Żydów na śmierć. Zbrodniarze rozpowszechniali fałszywe plotki o tym, że cieżarówki służą tylko do przewozu osób do innego obozu. Mieszkańcy wiedzieli, że zabierają tych ludzi na śmierć. Pan Józef opisuje słyszalne krzyki wydobywające się z obitych blachą cieżarówek. A także twierdzi, że widział rure wydechową doprowadzoną do środka paki. Auta te miały przyjechać z Kalisza. Wedłóg Pani Paczesnej, samochody wracały puste po około dwóch godzinach. TO BARDZO WAŻNE, GDYŻ CZAS ODKRYWA TU WAŻNĄ ROLĘ! Niżej wytłumaczymy dlaczego, nie uprzedzajmy jednak faktów. 

Świadek nr. 1 Pani Paczesna z Koźminka

W getcie w Koźminku było ogrom ludzi, to nie była tylko ludność żydowska z Koźminka, ale z innych miejscowości. Cały teren był ogrodzony a miejscowa ludność wysiedlona do innych budynków. To było naprawdę sporo ludzi. W jedną noc, Niemcy zorganizowali taką akcję, ja byłam wtedy małą dziewczynką mogłam mieć 10 może 12 lat, chyba wszyscy, którzy żyją jeszcze to pamiętają. Z obszaru getta zabrali samych staruszków i dzieci, jak któraś z matek nie chciała oddać dziecka to ja zabrali razem z dzieckiem, umiesili ich w Bożnicy. Sporo ich tam było, w ciasnocie tej Bożnicy stali. Przyjechało wtedy dwóch esesmanów, takich na czarno ubranych, do dziś pamiętam ich surowy i okrutny wyraz twarzy. Było też takie czarne auto, ciężarówka czarna z paką zamkniętą z tyłu na takie zasuwy. Ci esesmani dyrygowali, a inni Niemcy zapędzali i kazali wchodzić tym Żydom do tej ciężarówki na pakę, zamykali i gdzieś z nimi jechali. Obracali tak może ze trzy razy, nie było ich około 2 godzin i znów wracali po kolejny transport ludzi. Nikt głośno z mieszkańców tego nie mówił, ale wszyscy szemrali, że pewnie gdzieś ich zabili i zakopali, bo przecież nie zdążyliby ich do innego obozu wywieźć, takie przypuszczenia ludzie wtedy mieli, bo przecież nikt nie wiedział, co z tymi staruszkami i dziećmi zrobili. Nikt też o nic się nie pytał ani zbytnio nie przyglądał, wszyscy się bali, że zostaną zabici albo wywiezieni do obozu jakiegoś. To nie było łatwe życie. W getcie po tej akcji zostali tylko młodzi zdolni do pracy a i ich potem wywieźli, mówiono, że do innego obozu.

Pomnik ku czi ofiarom zamordowanym przez okupanta w 1942 roku Las w Gołuchowie

Świadek nr 2 Pan Józef Nowacki – wywiad nagrany 10/02/2004 dla Jeff and Toby Herr Collection. Tekst wstawiamy w oryginale!

Nasza Czytelniczka słusznie zauważyła, że data urodzin tego świadka musi być błędna. Nie mógł być świadkiem w 1941 roku skoro urodził się 1939. Tekst jest oryginalny, więc przepisany z błędem. Niestety nie znamy daty urodzin świadka.

NOWACKI, Józef

Polish Withnesses to the Holocaust Project

Polish

RG-50.488*0211

Kaseta 1, Taśma 1

W tym wywiadzie Józef Nowacki ur. 09.02.1939 (błąd!) r. w Koźminku wspomina lata wojny, które spędził w rodzinnym mieście i we wsi Smółki. Opowiada o przedwojennych kontaktach z miejscową ludnością pochodzenia żydowskiego. Następnie opisuje wygląd przeludnionego Getta w Koźminku i przebieg gazowania znajdującej się w nim ludności. Dalej opowiada o ucieczkach ludzi z Getta i o pomocy, jaką udzielił poszczególnym osobom.

[01:] 00:20:00 – [01:] 08:20:59

Pan Nowacki wspomina ludność pochodzenia żydowskiego zamieszkującą przed wojną Koźminek. Opowiada, że miejscowi Żydzi trudnili się przede wszystkim handlem lub rzemiosłem. Kontakty pomiędzy ludnością Żydowską i Polską określa, jako bardzo dobre. Żydzi dawali miejscowym możliwość zarobku. Rozmówca wspomina mieszkającego w sąsiedztwie Rabina, zaprzyjaźnionego z jego ojcem. Zarówno Rabin jak i jego ojciec, z zawodu brukarz, w wolnym czasie grali na skrzypcach w zespołach muzycznych..

[01:] 08:21:00 – [01:] 16:26:59

Józef Nowacki opisuje wygląd Getta w Koźminku, które zajmowało dużą część miasta. Wyloty ulic odgrodzono drutem kolczastym pozostawiając tylko jeden wjazd. W Getcie więziono, oprócz miejscowych również ludzi z Sieradza, Warty, Błaszek i Stawiszyna. Getto było przeludnione, znajdowały się w nim tysiące ludzi, niektórzy spali na chodnikach. Z jednej strony Getto graniczyło z łąkami, przez które przepływała rzeka. Następnie pan Nowacki relacjonuje przebieg ucieczki żony rabina z Chocza, która z jego pomocą wraz z sześciorgiem dzieci wydostała sie z Getta. Kobieta ta, z pochodzenia Polka wydostała się wraz z dziećmi opuszczając teren Getta korytem rzeki. Pan Nowacki przeprowadził uciekinierów do Emilianowa, a następnie do Morawina, skąd trafili do Chocza. Zarówno kobieta jak i dzieci przeżyli wojnę i wyemigrowali do Australii. Pan Nowacki utrzymuje z nimi kontakt. Rabin z Chocza został zamordowany, rozmówca nie zna okoliczności i miejsca jego śmierci. Pan Nowacki opisuje dalej przebieg gazowania ludności żydowskiej. Opowiada, że codziennie do Getta przejeżdżały po 3-4 samochodów, do których ładowano więźniów. Najpierw gazowano dzieci, następnie kobiety i na końcu mężczyzn. Wypędzaniem z domów i ładowaniem na samochody zajmowało się ok. 8 – 15 uzbrojonych w kije żydowskich policjantów.

[01:] 16:27:00 – [01:] 24:40:59

Pan Nowacki kontynuuje relację z przebiegu gazowania, które przeprowadzano w samochodach. Rura wydechowa skierowana była do wnętrza i spalinami duszono znajdujące sie tam osoby. Opowiada, że samochody, w których duszono ludzi przyjeżdżały z Kalisza i nie wie, czy kierowali nimi Niemcy czy Polacy. Pan Nowacki przypomina sobie, że po wyruszeniu jeszcze przez jakiś czas z samochodów wydobywały się krzyki mordowanych. Transporty te powtarzały się codziennie. Na końcu na samochody zgonieni zostali biorący udział w zbrodni żydowscy policjanci. Ostatecznej likwidacji Getta dokonali miejscowi żandarmi, m.in: Summer (Sommer), Łodziak, Othe i Bymś i oraz cywilni Niemcy z SA.

Pan Nowacki był świadkiem ucieczek z Getta. Niektórzy ze znajomych ukrywali się podczas wojny, m.in. bracia Bruks (Brux).

[01:] 24:41:00 – [01:] 34:00:59

Pan Nowacki wspomina, że samochody z zamordowanymi jechały w stronę Kalisza. Dopiero po wojnie odkryto w lesie pod Kaliszem groby mieszkańców Getta. Ludność żydowska w gettcie wiedziała o zbrodni. Rozmówcy nadmienia, że na polecenie ojca przeprowadził do Opatówka trzy dziewczyny pochodzenia żydowskiego, które zjawiły się u nich w domu. Pan Nowacki nie zna dalszych ich losów.

Następnie opowiada o aresztowaniu i ucieczce z więzienia w Kaliszu, po której schronił się u wuja w Smółkach, gdzie przebywał do końca wojny. Pan Nowacki przypomina sobie, że jeden z sąsiadów, Jaśkiewicz przyprowadził wtedy 9-10 letnią dziewczynkę pochodzenia żydowskiego. Dziewczynka, którą nazywano Marysia oficjalnie była krewną rodziny i uczęszczała na lekcje religii. Za przechowanie dziecka wujek pana Nowackiego otrzymał pieniądze. Po zakończeniu wojny po dziewczynkę zgłosili się Bruks  i Wołek. Rozmówca nadmienia, że Marysia wstąpiła później do jednego z zakonów duchownych we Wrocławiu.

[01:] 34:01:00 – [01:] 42:48:00

Pan Nowacki opowiada o przypadkach denuncjacji, nie ma jednak dowodu na to, że ktoś z mieszkańców miasta przyczynił się do jego aresztowania. Następnie wspomina, że w Koźminku znajdował się duży cmentarz Żydowski z Synagogą. Podczas wojny część cmentarza została zlikwidowana i przeznaczona na plac ćwiczeń dla Służby Robotniczej (Arbeitsdienst). Pan Nowacki nadmienia, że po wojnie Polacy wydobywano piasek z terenu cmentarza i sprzedawali do budowy, jako materiał budowlany.


 

Dzięki opisom świadków, wiemy już jak mogła przebiegać ta zbrodnia. Jednak nam te skąpe informacje nie wystarczyły. Spróbowaliśmy doszukać się o wiele więcej. To, co znaleźliśmy ujawniło fakty, o wiele bardziej przerażające! Pani Paczesna mówi w wywiadzie o dwóch SS-manach. Kim byli? Na ślad tych osób doprowadziła nas informacja z anglojęzycznej książki:

Chelmno and the Holocaust: The History of Hitler’s First Death Camp

Autor: Patrick Montague.

Eksterminacja I okres 1941 – 1943

 

SS-Hauptsturmführer Herbert Lange

SS-Hauptsturmführer Herbert Lange

Podczas gdy obóz w Chełmnie był w trakcie budowy w listopadzie i w pierwszym tygodniu 1941 roku. SS-Hauptsturmführer Herbert Lange wysłał część Sonderkommando z powrotem do Kalisza, aby przeprowadzić kolejną operację (w październiku Sonderkommando Lange zagazowało pacjentów „Domu Spokojnej Starości w Kaliszu) (kolejna ciekawostka dla nas!). 26 listopada Ferdinand Göhler – szef Gestapo w Kaliszu, przeprowadził selekcje w Koźmińskim geccie (Bornhagen), w którym zarówno 700 starszych i schorowanych dorosłych jak i dzieci do wieku lat 14, zostało załadowanych do czarnej hermetycznie zamkniętej (uszczelnionej) ciężarówki i przetransportowanych do lasu na obrzeżach GOŁUCHOWA i tam pochowanych. Operacja ta została przeprowadzona przez kilka dni. Naoczny świadek tej operacji spisał później swoje wspomnienia z tych wydarzeń.

 

W listopadzie 1941 roku Göhler przyjechał do Koźminka i przygotował listę żydowskiej populacji. Każdy wiedział, że to nie wróży dobrze. Kilka dni później do Koźminka przyjechała duża liczba ludzi z Gestapo i Policji Wojskowej razem z Göhlerem i otoczyła getto. To on rozkazał wszystkim starszym ludziom, i tym niezdolnym do pracy (według jego listy), aby zgłosili się do Synagogi. W międzyczasie przyjechała czarna ciężarówka. Göhler rozkazał wszystkim zebranym w synagodze wsiąść do ciężarówki. Mieli zostać zabrani do specjalnego obozu dla ludzi niezdolnych do pracy. Göhler stał przy otwartych drzwiach ciężarówki i uderzał każdą osobę wchodzącą do pojazdu pałką policyjną w ten sposób około 70 osób zostało odesłanych do ciężarówki. Jako, że pojazd był już pełny po około 40 osób, Göhler zaczął bić tych, którzy w niej stali, póki nie zrobili miejsca dla inny. Nawet kopał ostatnich wchodzących. Pojazd był ekstremalnie zatłoczony. Kiedy wszystkie 70 osób zostały zapakowane w środku, Göhler wrzucał dzieci ponad głowami tych, którzy byli już w środku. Wtedy drzwi zostały zamknięte i zabezpieczone. W ten sposób osoby niezdolne do pracy zostały zagazowane w dwóch pojazdach na drodze do Gołuchowa i gdzieś tam pochowane.

 

Ta operacja stała się potem modelową akcją używaną do czyszczenia getta, w którym to ofiary musiały najpierw wejść do budynku, zwykle kościoła lub synagogi. Ofiary po zamknięciu były zmuszane do czekania w przeładowanych budynkach przez wiele dni, bez jedzenia, wody i zapewnienia podstawowych warunków sanitarnych. Z tego powodu wielu z tych ludzi załamanych psychicznie z ulgą opuszczali budynek i nie sprzeciwiali się, kiedy kazano im wsiąść do czekających pojazdów.

Nie jest zaskakujące, że SS-Hauptsturmführer Herbert Lange wybrał Chełmno, jako miejsce założenia obozu śmierci. Lokalizacja była oczywistym czynnikiem w podjęciu tej decyzji. Chełmno było usytuowane centralnie w odniesieniu do populacji żydowskiej (Warthegau). Co więcej, było odizolowane, nie było tam dużych miast w sąsiedztwie, a jednak było łatwo dostępne drogą transportu kolejowego i drogowego. SS-Hauptsturmführer Herbert Lange  uważał Chełmno za idealne miejsce na przeprowadzenie projektu (….)

Kolejne źródło : 

Prawdopodobnie były to zabójstwa przez siły bezpieczeństwa i szwadronów śmierci traktowane jako eksperyment w celu wyeliminowania praktyk, które powinny być stosowane na szybko znacznie większą skalę w getcie łódzkim. 

Pomnik w Gołuchowie

Pomnik w Gołuchowie – źródło internet

Mamy teraz szczegółowy opis akcji gazowania Żydów w Koźminku. Proszę zauważyć, świadek twierdzi, że zwłoki trafiały na obrzeża Gołuchowa. Pewnie do istniejącego, do dziś lasu. Jest tam zbiorowa mogiła pomordowanych w czasie wojny. Czy to w niej pochowano zagazowanych? Nie jesteśmy przekonani! Zbrodniarze zawsze ukrywali swoje zbrodnie, więźniów, którzy pomagali w grzebaniu zwłok rozstrzeliwano, teren dokładnie maskowano. Na domiar wszystkiego tablica na pomniku upamiętniającym zbrodnie hitlerowskie w lesie gołuchowskim, informuje,o zamordowanych w 1942 roku. Więc jak to się ma do opisu naszej zbrodni w listopadzie i grudniu 1941 roku? A może zwłoki pochowano zupełnie gdzie inndziej? Mamy poszlaki, że tak się stało…

Der Judenmord in Polen und die deutsche Ordnungspolizei 1939-1945

 Autorz Wolfgang Curilla

Pod koniec listopada 1941 roku, żandarmeria otoczyła Getto w Kozminku. Tego samego dnia Sonderkommando Lange zabiło 75 mieszkańców Getta w samochodzie – komorze gazowej. Następnego dnia policja porządkowa zapędziła 500 Żydów do Małej Synagogi. Każdorazowo 75 osób było wyprowadzanych z synagogi i wpędzanych do samochodu – komory gazowej. W pierwszej kolejności ofiarami stawali się ludzie starzy, chorzy, niedołężni i dzieci. Ogólnie komendant specjalny Lange zabił do 1.12.1941 600 Żydów z Kożminka i dalszych stu z Kalisza , których sprowadził do Kozminka. Ofiary zostały zagazowane i pogrzebane w lasach w Biernatkach i Gołuchowie”

wyzinek

W Biernatkach??? Czy w Biernatkach jest zbiorowa mogiła prawie 700 osób? Spróbujmy to przeanalizować. Pani Paczesna zeznała:

Obracali tak może ze trzy razy, nie było ich około 2 godzin i znów wracali po kolejny transport ludzi. Nikt głośno z mieszkańców tego nie mówił, ale wszyscy szemrali, że pewnie gdzieś ich zabili i zakopali, bo przecież nie zdążyliby ich do innego obozu wywieźć (…)

Las biernacki (skarszewski)

Las skarszewski – plan drogi przez las

Około 2 godzin? Idźmy tą drogą. Z Koźminka jest około 40 km drogi, zakładając rozmieszczenie dzisiejszych dróg. Trzeba pamiętać, że asfaltu wtedy nie było. Cieżarówka przypuszczamy poruszała się mniejszą prędkością niz 60 km na godzine, a może nawet i 40 km\h. Do Gołuchowa i spowrotem bedzie zatem 80 km, nie licząc drogi przez las. Załóżmy, że ciężarówki jechały około 40 km na godzinę, wtedy droga do Gołuchowa i spowrotem po nową dostawę zajeła by 2 godziny. Jednak musimy wziąć pod uwagę jeden dodatkowy czynnik. W oparach spalin nie umierało się od razu. Trudno sobie nawet wyobrazić jak wyglądało wnętrze ciężarówki po otwarciu drzwi. Całe wnętrze musiało być wypaprane ludzkimi ekstrementami, krwią, płynami ustrojowymi. Takie auto zanim wróciło musiało zostać porządnie wysprzątane. Komory w Oświęcimiu po każdym użyciu sprzątano, by wchodząca nowa grupa ludzi nie zorientowała się, co tu naprawdę się stało. Doliczyć musimy czas potrzebny na rozładunek zwłok. Taka podróż w obie strony trwała by minimum 3 godziny. Może faktycznie, auta (przynajmniej nie wszystkie) nie dojeżdzały do Gołuchowa, ale do lasu w Biernatkach? Do lasu w Biernatkach jest prawie 15 km. Może las biernacki kryje w sobie zbiorową ukrytą do dziś mogiłę mieszkańców Koźminka wyznania mojżeszowego? Kiedy ktoś z was bedzie przejeżdzał drogą na Kalisz koło lasu w Skarszewie (bo o niego zapewne chodzi) popatrzcie na drzewa. One były świadkami ogromnej tragedii żydowskich dzieci. My wierzymy, że kiedyś ktoś odnajdzie miejsce spoczynku Żydów koźmińśkich w lesie między Biernatkami a Skarszewem, i takie miejsce zostanie upamiętnione. 

 

Share Button
Inne artykuły

Kościół i gród warowny w Koźminku

2016-04-24 13:27:11
paprotka

10

Dobrowo – Atomowa zagłada

2016-01-17 17:38:24
admin1

10

Obóz R.A.D w Koźminku

2015-06-04 11:07:01
paprotka

10

Ewangelicy w Koźminku

2015-05-21 18:49:01
admin1

10

Zagłada pacjentów szpitala w Warcie

2015-01-25 12:40:29
admin1

10

Zbrodnie hitlerowskie na ziemi kaliskiej

2017-06-17 18:27:02
admin1

0

Przespolew Pański i Przespolew Kościelny

2017-03-09 14:54:14
paprotka

0

Dodaj komentarz