Kaliska szubienica i most Warszawski

Kaliska szubienica i most Warszawski

Mieszkańcy Kalisza przejeżdżając po moście Warszawskim na kanale Bernardyńskim nie mają pojęcia, jaką mroczną tajemnicę skrywa w sobie ta budowla. Most wielokrotnie był remontowany i zapewne nie przypomina tego z 1820 roku, jednak mało, kto wie, że do jego budowy użyto budulca z wymurowanej z cegły szubienicy! Ilu skazańców dokonało na niej żywota? Jak wyglądała i gdzie stała? Te informacje do naszych czasów się nie zachowały. Zachowały się jednak jeszcze przynajmniej sto lat temu rachunki za wykonywanie wyroków śmierci sporządzane imiennie dla kaliskich katów. Podobno miejska, wymurowana na stałe szubienica stała na kaliskim Chmielniku. Nam jednak nie dawała spokoju myśl jak taka ceglana szubienica mogła wyglądać? Okazuje się, że takie obiekty rozsiane po całym kraju były do siebie bardzo podobne i jest duże prawdopodobieństwo, że i kaliski ceglany szafot mógł podobnie wyglądać. Opis niżej podpisany Ad. Prawdopodobnie przez Adama Chodyńskiego, którego krótkie artykuły często gościły na łamach „Gazety Kaliskiej”. Zapraszamy

„Szubienica kaliska” (Skrawek historyczny)

„Gazeta Kaliska” 1902 rok.

most Warszawski sprzed II wojny światowej. Archiwum Państwowe w Kaliszu

Za dawnych czasów, sądom kaliskim służyło prawo miecza, czyli karania ważniejszych przestępców śmiercią. Stąd posiadało miasto swą własną, straszliwą maszynę— szubienicę, i jej krwawego kapłana— kata, zwanego mistrzem. Czy to okropne narzędzie haniebnego zgonu, szubienica, było sprzętem stałym, wyczekującym w gotowości na swych

Ruiny szubienicy w Trzebielu

pacjentów, czy też je budowano dopiero na mający się w danym terminie dokonać wyrok śmierci przez powieszenie, lub stawić winowajcę pod pręgierzem na rusztowaniu, — co do Kalisza przynajmniej, jest dotąd niewiadomo. Dość, że ostatnia szubienica, stojąca za miastem jeszcze w pierwszej ćwierci X IX wieku, była murowaną i jak wnosić można z materiału, jaki po niej został, była budowlą okazałą, a zatem i w widzu strachu i grozy więcej niż prosta, budzącą. Kiedy ją wzniesiono?— Niepodobna odpowiedzieć, bo gdy w r. 1819 Komisja Wojewódzka zapytała się o jej rodowód, ten odpowiedział, że w przedmiocie tym zbywa mu ma wszelkiej wiadomości, gdyż nawet akt takich nie posiada. Z okoliczności, że w epoce dopiero, co wspomnianej, szubienica ta była w stanie ruiny, i że ją wreszcie rozebrano, wznosić można, iż ludzie ówcześni byli uczciwsi i nader rzadko na powieszenie zasługujący, lub też, że sędziowie mieli więcej sumienia i rozumu, nie skorego do odebrania życia grzesznikom mniej winnym, bardziej na pożałowanie i lżejszą karę, niż na śmierć zasługującym. Co do kata, ten był sługą miejskim, równie jak i jego pomocnicy-oprawcy; miał dom pod murem miasta, blisko bramy Piskorzewskiej i pobierał pensję z Magistratu. Gdym, jako aplikant sądowy, był czasowo przeznaczony na praktykę do kaliskiego archiwum akt dawnych, jego naczelnik śp. Józef Szaniawski, człowiek o tyle uczony o ile zacny, biegły starożytnik i historyk, porządkując raz długie a wąskie szpargały, zwane po archiwalnemu „dudki”, rzekł do mnie „to są rachunki urzędu miejskiego; wydziwić się nie mogę,

źródło Gazeta Wrocławska

że gdzie tylko spotykam nazwiska katów albo oprawców, to same niemieckie; z notat ich przybycia dotyczących, widzę, że niemal każdy z Prus pochodził. Chwała Bogu, ani jednego w ich liczbie Polaka”. Zwyczajem swoim zaczął śp. Szaniawski czynić rozmaite przypuszczenia i tych mi, jako młodemu, udzielać. „ Dla chleba – mówił- nie wstydzą się Niemcy!… „ Popraw łaskawie pan archiwariusz – przerwałem mu: prusacy! „ Racja – ciągnął dalej – nie wstydzą się prusacy, nawet takiej pracy… „szelmowskiej” – dodałem. „Racja, i to szkaradnie szelmowskiej. Ale bo też – dorzucił staruszek – trzeba mieć do takiego urzędowania charakter odpowiedni, lubujący się w znęcaniu, pastwieniu i cudzych cierpieniach. Dla takich, to rozkosz ścinać, tłuc kołem, torturować, wieszać…” – „ Zwłaszcza naszych” – wtrącił woźny Łuczak. Stary archiwariusz spojrzał na posługacza, poprawił siatkę noszoną przez siebie na głowie, i wyrzekłszy: „masz rację”, poczęstował go za domyślność tabaką.
Aby się wywiązać z tytułu, zdobiącego ten artykuł, podaje się tu:, że w roku 1820 Komisja Wojewódzka poleciła Magistratowi kazać rozebrać miejską szubienice. Czynności tej z mocy licytacji In minus, dokonał murarz Podwojewoda, za co mu Magistrat zapłacił według targu złp. 250. Materiał z rozbioru w ilości 8000 cegieł i 135 łokci kwadratowych kamieni, został zużyty przy budowie mostu Warszawskiego, a 36 łokci także kwadr. Gruzu, spotrzebowano do zasypania dołów.

Ad. (Adam Chodyński?) 1902 roku.

Share Button

Dodaj komentarz