Piotr Kopacki z Liskowa – Wspomnienia z Schill kreis Breslau

 

Piotr Kopacki z Liskowa – Wspomnienia z Schill kreis Breslau

Redakcja pragnie bardzo serdecznie podziękować Panu Piotrowi Kopackiemu z Liskowa, za to, że poświęcił nam swój czas i tak ciekawie opowiedział nam o swoich wojennych przeżyciach. Dziękujemy Panie Piotrze!

Wywózka

W kwietniu 1941 roku, miałem niespełna 2 lata. Z mamą Józefą i dwojgiem starszych braci, gdzie najstarszy Stanisław miał 11 lat a średni Lucjan 9, zostaliśmy wysiedleni z własnego gospodarstwa. Mój ojciec Stefan Kopacki został wcześniej wywieziony na roboty do Poznania, pracował w  Deutsche Waffen und Munitionsfabriken (Fabryka Cegielskiego) przy produkcji gilz (łusek). Mieszkaliśmy w Wójcicach 2 km od Błaszek (dziś woj. Łódzkie powiat Sieradz). Załadowano moją rodzinę na samochód i zawieziono na dworzec PKP do Kalisza. Ja to wiem tylko z opowiadań moich starszych braci, byłem zbyt mały by to pamiętać. Z Kalisza pociągiem po wielu godzinach jazdy dojechaliśmy do Breslau (Wrocław) na Dolnym Śląsku. W tym mieście był taki punkt zborny wysiedleńców takich jak my, każda rodzina dostawała tu swój przydział. Myśmy dostali przeniesienie do miejscowości Schill (dziś Sadowice, powiat Wrocław, gmina Kąty Wrocławskie).

Sadewitz kreis Breslau. w latach 1937 – 1945 Schill

Folwark Sadowice – Sadowitz, Schill

Dostaliśmy niewielkie mieszkanie w dużym gospodarstwie a właściwie folwarku. Właścicielem tego folwarku był generał Müller. Jednak jego przez te 4 lata wojny ani razu w folwarku nie było, służył w Wehrmachcie gdzieś na frontach Europy. Majątkiem tym zarządzała jego żona. Pamiętam, że miała rude włosy. Jednak tak naprawdę o całe gospodarstwo dbał zarządca nazwany przez nas Inspektorem.

Zostawmy na chwilę opowieść Pana Piotra, by przyjrzeć się faktom historycznym. Początki miejscowości sięgają przynajmniej pierwszej połowy XIII wieku. W 1250 roku Sadowice były wzmiankowane w bulli papieża Innocentego IV jako własność klasztoru augustianów na Piasku we Wrocławiu. Z czasem miejscowość przeszła w ręce śląskiego rycerstwa. W drugiej połowie XVI wieku właścicielem wioski był Heinrich von Kreckwitz zu Wirrwitz und Sadewitz, który około 1598 roku sprzedał majątek w Sadowicach Johannowi Sebaldowi von Sauerma. Rodzina von Sauerma pozostawała właścicielem dóbr przez ponad stulecie. W 1705 roku w Sadowicach wzmiankowano Johanna Sebalda von Sauerma, zapewne potomka wspomnianego wyżej. Jego córka Helena Ludmiła wniosła posiadłość w wianie Friedrichowi Wilhelmowi von Posadowski. W 1795 roku właścicielem majątku był Pan von Pachali. W miejscowości znajdował się pałac, folwark i młyn. Sadowice zamieszkiwały 263 osoby. W 1798 roku dobra na licytacji nabył Gottlob Albrecht von Sauerma (ur.1743r., zm.1823r.). Miejscowość jednak nie na długo wróciła w ręce Sauermów. Wilhelmine (ur.1800r., zm.1824r.), córka Gottloba Albrechta wniosła ją w wianie hrabiemu Georgowi Albrechtowi von Stosch z Mańczyc (auf Manze). W 1830 roku Sadowice liczyły 50 domów zamieszkałych przez 299 osób, z których 99 było wyznania katolickiego. Od 1808 roku w wiosce działała szkoła ewangelicka. W 1845 roku w wiosce było 49 domów, 351 mieszkańców, w tym 109 katolików. W Sadowicach znajdował się pałac i folwark, należące w dalszym ciągu do hrabiego Georga Albrechta von Stoscha z Mańczyc. Na folwarku hodowano m.in. 1300 owiec merynosów. Po śmierci hrabiego Georga Albrechta w 1863 roku jego potomkowie sprzedali majątek w Sadowicach Friedrichowi Schacht. Friderich Schacht pozostał właścicielem posiadłości przynajmniej do 1886 roku. W roku tym majątek liczył 445ha, z tego 325ha pól uprawnych, 28ha łąk, 73ha lasów, 2ha stawów, 17ha dróg i podwórzy gospodarczych. W gospodarstwie hodowano konie, bydło, świnie, a także 600 sztuk owiec. W kolejnych latach dobra odziedziczył Fritz Schacht, królewski ekonom i deputowany powiatu. Najpóźniej w 1902 roku majątek przejął porucznik Gustav von Johnston, właściciel państwa stanowego Zabrodzie (Herrschaft Zweibrodt). W 1909 roku państwo to liczyło 1673,9ha, z czego na majątek Sadowice przypadało 504,1ha. Gustav von Johnston osiągnął sukces zarówno w karierze wojskowej, jak i w administracji cywilnej. Z czasem został mianowano rotmistrzem, a następnie awansował do stopnia majora. Pełnił też funkcje starszego ziemskiego i dyrektora ziemstwa. Po jego śmierci (zmarł około 1937r.) majątkiem w Sadowicach zarządzali spadkobiercy i wykonawcy testamentu Hans Christoph von Wietersheim-Kramsta z Morawy (in Muhrau) i Wilhelm von Johnston z Sadowic (in Schill). Całkowita powierzchnia majątków wynosiła 2225,7ha, w tym dóbr w Sadowicach: 502,6ha, z tego 352,2ha pól uprawnych, 47,2ha łąk, 68,7ha lasów, 10,1ha stawów, 3,3ha ogrodu, 16,4ha dróg i podwórzy gospodarczych. W 1945 roku dobra przejęło państwo polskie.  

Była to miejscowość samowystarczalna, wybitnie rolnicza, nie biedna, też niezbyt bogata, typowa dla wschodnich rubieży III Rzeszy Niemieckiej, z ok. 50 domostwami, szkołą, przedszkolem i trzema sklepami (w tym mięsnym, potocznie zwanym rzeźnikiem – Fleischerei). We wsi była piekarnia, dwa młyny i rzeźnia, a także urząd stanu cywilnego, przedszkole i tzw. Schwesternstation,  niekiedy występującym pod nazwą Schwesternheim – czyli domem opiekuńczym dla osób starych lub niedołężnych, powstałym za sprawą właściciela tut. majątku. We wsi był jakże znany nam z wielu widokówek Gasthaus, będący połączeniem ludowej gospody z niewielkim hotelikiem. Najważniejszym jednak, dominującym i napędzającym całość był ogromny, nowoczesny, z dużym parkiem samochodowym i maszynowym, majątek ziemski Wilhelma von Johnstona, sięgający granic wrocławskiej dzielnicy Klecina. Johnstonowie mieszkali na skraju wsi w obszernym pałacu, zbudowanym w XVI wieku, wielokrotnie przebudowywanym i modernizowanym, położonym, jak to zazwyczaj bywało w niemieckich folwarkach, w sąsiedztwie rozlicznych zabudowań folwarcznych. Na polach majątku uprawiano wiele gatunków zboża, kartofle i buraki cukrowe dla pobliskich cukrowni na Klecinie i w Pietrzykowicach. Hodowano zwierzęta, była nawet owczarnia. Były też stawy hodowlane, a nad gospodarką leśną czuwał leśniczy mieszkający w nieodległej leśniczówce. Nadmienię, że Johnstonowie byli właścicielami jeszcze sześciu innych, okolicznych majątków.

wspomina Feliks (Felix) Schön

Jak możemy przeczytać w czasie, kiedy w folwarku przebywał Pan Piotr, właścicielem był Wilhelm von Johnston. Nie ma żadnej wzmianki by w tym okresie majątkiem zarządzał jakiś generał. Musimy jednak pamiętać, iż był to okres wojny i wcale nie jest wykluczone, że w tamtym czasie wielkim folwarkiem władał wojskowy generał. Co ciekawe, szukaliśmy dość długo tajemniczego generała. Znaleźliśmy tylko jednego o tym nazwisku. Pełnił on służbę w okupowanej Grecji, co może potwierdzać fakt, że przez 4 lata, nigdy nie był w sadowickim pałacu. Czy jest to ta sama osoba? Niewykluczone, że tak.

Friedrich-Wilhelm Müller (29 sierpnia 1897 – 20 maja 1947) był generałem w Wehrmachcie nazistowskich Niemiec podczas II wojny światowej . Müller urodził się w Barmen w Prusach . Kiedy rozpoczęła się Wielka Wojna, Friedrich-Wilhelm Müller służył jako piechur z niemieckim 2. Pułkiem Piechoty. W 1915 r. Został awansowany na drugiego podporucznika 266 pułku. Po I wojnie światowej Müller pozostał w armii niemieckiej i nadal awansował w szeregach, uzyskując stopień majora w 1936 roku. Wkrótce po wybuchu II wojny światowej Müller został podpułkownikiem.

Jako dowódca 105. pułku piechoty widział akcję z Sowietami, za co został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Żelaznego Krzyża w 1941 r. I Liściami Dębu do Krzyża Rycerskiego w 1942 r. W sierpniu 1942 r. Müller został dowódcą 22 Dywizji Piechoty Lądowej. Müller stał się znany jako najbardziej brutalny dowódca odpowiedzialny za kilka okrucieństw wobec greckich cywilów.

Ataki na ludność cywilną obejmowały masakry w Viannos , Anogii , Amari i Damasta , a także egzekucję ponad 100 włoskich oficerów na Kosie . Jesienią 1943 r. Müller poprowadził siły niemieckie do zwycięstwa nad siłami włosko-brytyjskimi w kampanii Dodekanezu . 6 października 1943 r. Na wyspie Kos, pod jego rozkazami, wojska niemieckie zabiły i pochowano w masowych grobach ponad stu oficerów armii włoskiej schwytanych pod koniec bitwy o wyspę, którzy nie chcieli stanąć po stronie ich byłych sojuszników. 1 lipca 1944 r. Zastąpił Bruno Brauer jako dowódcę okupowanej Krety . Jego hańba przyniosła mu przydomek „Rzeźnika z Krety”.

Müller był także odpowiedzialny za zagładę Kedrosa 22 sierpnia 1944 r. Pod jego rozkazami piechota Wehrmachtu zabiła 164 greckich cywilów, a w następnych dniach nastąpiło zerwanie większości wiosek, grabieży oraz niszczenia zwierząt i zbiorów.  Do 1945 r. Müller dowodził niemiecką 4. Armią na froncie wschodnim . Müller zakończył wojnę w Prusach Wschodnich, gdzie podporządkował się Armii Czerwonej .

Po wojnie został osądzony przez grecki sąd wojskowy za zbrodnie wojenne. W 1946 r. Müller został skazany przez sąd grecki w Atenach za masakry zakładników za represje. Został skazany na śmierć w dniu 9 grudnia 1946 r. I stracony przez pluton egzekucyjny w dniu 20 maja 1947 r. wraz z byłym generałem Bruno Bräuer , w rocznicę niemieckiej inwazji na Kretę.

Wróćmy jednak do opowieści Pana Piotra.

Folwark

Całym gospodarstwem w imieniu pani generałowej zarządzał Inspektor (jak się okazało później był to Bürgermeister o nazwisku Kluse). Mieszkaliśmy w dużym i długim budynku, w którym mieściła się kuchnia. W tym domu mieszkały też dwie, lub trzy rodziny niemieckie. Generałowa mieszkała w dużym pięknym pałacu i wielkim starym parku. W pierwszym okresie moja mama pracowała w polu z innymi pracownikami. Było około 30 żołnierzy niemieckich, jeńców rosyjskich i francuskich.

folwark zaraz po wojnie

Czas wojny nie kąsał Sadowic, jedynie ubywało powoływanych do służby wojskowej mężczyzn, których zastępowano cudzoziemskimi, przymusowymi robotnikami rolnymi z okupowanych przez Niemcy krajów: we wsi mieszkały 4 rodziny robotników rolnych z Polski (Udało nam się w ostatniej chwili zidentyfikować dwa nazwiska, co ciekawe z naszej najbliższej okolicy! Byli to Nowakowie z Liskowa i Wojtysiakowie z Nakwasina przyp. Redakcji) i jedna z Białorusi, a także grupa ok. 20 radzieckich jeńców wojennych pracujących w majątku. Jeńcy mieszkali w budynku położonym we wspomnianej wcześniej koloni Jurczyce, obok młyna i pierwszej elektrowni.

wspomina Feliks (Felix) Schön

pałac generałowej

Jeńcy (pracownicy) nie byli rygorystycznie pilnowani. Nie widziałem by byli pod ścisłym nadzorem, a jeśli nawet tak było, tego nie było widać. Byli tam niemieccy żołnierze jak już wspomniałem. Jednak ja nie wiedziałem by byli źle traktowali jeńców, zwłaszcza rosyjskich. (zastanawialiśmy się, dlaczego dość łagodnie Niemcy traktowali rosyjskich jeńców. Starszy brat Pana Piotra wspomina, jeńcy byli jednak bardzo pilnowani przez strażników. Jednak nie byli oni ani katowani ani głodzeni. Zastanawialiśmy się, dlaczego. Jedynym wytłumaczeniem wydaje się to, że folwark należał do generała Wehrmachtu. Być może generał zażyczył sobie by jego folwark przynosił należyte zyski, dzięki sprawnej i zdrowej załodze. A może strażnicy bali się sankcji, jakie mogły na nich spaść po tym gdyby w folwarku zabrakło siły roboczej? Tego się już możemy tylko domyślać. przyp. Redakcji)

folwark dzisiaj

Najbardziej utkwił mi w pamięci młody Rosjanin, którego przezywaliśmy Walodzia, bo on nigdy nie wiedział jak zakłada się prawidłowo buty, tak jak stały tak je zakładał, lewy but na prawą stopę i odwrotnie. Nie pamiętam dokładnie daty, ale mój ojciec kiedyś przyjechał z Poznania do nas. Wtedy to stało się nieszczęście gdyż kopnął go koń łamiąc mu szczękę. Przez ten wypadek został już z nami w folwarku. Mój ojciec zajmował się naprawianiem butów, musiał być w tym dobry, gdyż naprawiał buty nawet samej generałowej! Ona musiała być z tych wykonywanych przez ojca napraw bardzo zadowolona, dzięki czemu mieliśmy lżejsze życie w folwarku. Jak powstała kuchnia dla jeńców pracowników folwarku to moja mama dostała się tam do pracy. W kuchni była taka kucharka Ślązaczka, która wyszła za mąż za Niemca, który w tym czasie był na froncie. Pamiętam jej nazwisko, nazywała się tak śmiesznie Piczini, co się z nią po 1945 rokiem stało nie wiem. Piczinia bardzo polubiła moją mamę, moja mama pochodziła z biednej rodziny i nie bała się ciężkiej pracy. To spodobało się właśnie kucharce i moja mama została jej pomocą kuchenną. Kiedy Inspektor Kluse chciał zabrać moją mamę do prac polowych, Piczinia protestowała i groziła, że bez pomocy mamy nie będzie dziś nic do zjedzenia! Kluse po tym wydarzeniu już nigdy po nią do prac polowych nie przyszedł. Tym sposobem do wiosny 1945 roku, moja mama pracowała w kuchni.

przedwojenna widokówka z Sadewitz kreis Breslau. Na górze po prawej stronie zdjęcia, Pan Piotr rozpoznał okna gdzie mieszkał w latach 1941- 45. Po lewej stronie niżej budynek „Przedszkola” Schwesternstation

Przedszkole Schwesternstation

Zaraz na początku mojego pobytu siedziałem w domu. Potem chodziłem do tzw. Ochronki niemieckiej (przedszkola) w tej szkole wolno było rozmawiać tylko po niemiecku. W folwarku, jak mówiłem były 4 rodziny polskie, jednak, jeśli dobrze pamiętam dzieci nie mieli. Jako jedyny Polak chodziłem do tej szkoły z dziećmi niemieckimi. Chciano mnie zniemczyć, miałem niebieskie oczy i jasne blond włosy. W późniejszym okresie ubierano nas w mundurki i zakładano nam na ramię drewniane karabinki, a potem maszerowaliśmy w tym całym rynsztunku. Gdy wracałem do domu moi rodzice wymuszali na mnie bym w domu mówił tylko po Polsku. Jeżeli chciałem np. chleba musiałem o niego poprosić rodziców w ojczystym języku. Byłem w takim wieku, ze zaczynały mi się mylić już oba języki. W swoim czasie mówiłem lepiej po niemiecku jak po polsku. Rodzice jednak bardzo pilnowali bym nie zapomniał polskiego języka. To samo tyczyło się moich braci, oni pracowali w gospodarstwie przy zwierzętach. Pamiętam, że mój starszy brat bardzo psotny był, o mało to się źle dla niego nie skończyło. Jednak za wstawiennictwem Picziny i mamy udało mu się uniknąć kary.

pałac generałowej, dziś zakład poprawczy MS

Mój cień

elektrownia wodna. Pan Piotr wspominał „ogromne tam ryby pływały i karpie i liny”

Miałem takiego swojego niepisanego opiekuna, był to psychicznie chory człowiek. Był Niemcem. Kiedy przychodził do kuchni moja mama zawsze więcej mu wlała zupy, lub dokładała innego jedzenia. Być może poprosiła go o to by miał na mnie baczenie, w końcu byłem małym dzieckiem, a pilnować mnie nie miał kto. On tak wziął sobie do serca słowa mojej mamy, że krok w krok za mną wszędzie chodził. Woził mnie takim drewnianym wózkiem, taką platformą na dwóch kołach. Woził mnie tak nawet po okolicy! Pod jego opieką byłem dosłownie nietykalny! Kiedy ktoś chciał mnie ruszyć od razu mój opiekun niczym wierny pies stawał w mojej obronie. Nawet inspektor bał się tego mojego chorego psychicznie opiekuna.

Peter Spielkugel   

Ja miałem całkowicie swobodny tryb życia. Nazywali mnie Peter Spielkugel (w wolnym tłumaczeniu grać w piłkę). Nie mogę sobie przypomnieć jak nazywano tą grę, moi bracia też zapomnieli. Robiło się w ziemi taki mały dołek, rozsypywało szklane kulki i pstrykaniem palcami trzeba było w ten dołek trafić. Ja bardzo tą grę lubiłem i byłem w niej mistrzem, dlatego przypisano mi to przezwisko.

Festung Breslau

Wiosną 1945 roku przyszli Rosjanie. Jakieś dwa dni przed tym wydarzeniem Niemcy uciekli do Breslau. W Schill przed walkami o Festung Breslau, jako takiego niemieckiego wojska nie było. Było paru niemieckich żołnierzy, którzy na drogach kierowali ruchem pilnowali też mostów i przepraw.

Inny świadek opisuje:

13 lutego przez Sadowice przewaliła się, jak mówi Feliks Schön, świadek owych chwil – cała armia. Były to, jak wynika z dzisiejszych dokumentów, 218 i 309 Dywizje Piechoty 22 Korpusu 6. Armii gen. Głuzdowskiego. Walk w tym rejonie nie było, jedynym incydentem zbrojnym było zabicie kilku żołnierzy niemieckich – saperów, wysłanych w celu wysadzenia mostu kolejowego na rzece Bystrzycy między Sadowicami a Kątami Wrocławskimi.

Pamiętam jak Walodzia namówił mnie byśmy poszli zobaczyć jak wygląda wojna. Gdzieś od kierunku Kątów Wrocławskich właśnie nadchodzili Rosjanie. Myśmy szli taką ścieżką i zobaczyliśmy lecący nisko samolot rosyjski, w tym samym momencie zauważyliśmy niemieckiego żołnierza, który położył karabin na płocie i mierzył do lecącego samolotu. Walodzia się wystraszył i zaczął uciekać do domu a ja razem z nim. W domu martwili się gdzie jestem wszędzie było zamieszanie. Pamiętam jak nad Wrocław nadlatywały samoloty, wkoło miasta rozmieszczono potężne reflektory, które były synchronizowane z działkami przeciwlotniczymi. Widziałem jak strzelały pociskami smugowymi w niebo, widok był niesamowity. Pamiętam jedną wyjątkową noc. Na miasto zrzucono tysiące flar. Możecie mi nie uwierzyć, ale my w Schill niecałe 20 km od Breslau moglibyśmy igłę nawlec tak widno od tych flar było! Tego widoku nie zapomnę do końca życia. Potem usłyszeliśmy niemal jednoczesny i potężny huk. Setki a może i tysiące bomb spadło na miasto, aż ziemia drżała. Po to oświetlono flarami całe miasto, by oświetlić sobie cele. To było pierwsze i jedyne, jakie widziałem bombardowanie tego pięknego miasta. (Prawdopodobnie był to 9 lutego 1945 roku, wtedy to rosyjskie samoloty zbombardowały pierwszy raz miasto. Przy. Redakcji)

Rosjanie

Rosjanie w Breslau

Parę dni po tym wydarzeniu do folwarku wjechali na czołgach Rosjanie. Jacy dla nas byli? Na mnie na początku patrzyli trochę krzywo. Z Walodzią rozmawiałem po niemiecku, więc byli pewni, że jestem po prostu Niemcem. Jednak wytłumaczył im, że jestem Polakiem, a gadam po niemiecku przez to, że chodziłem do niemieckiej szkoły. To zmieniło ich stosunek do mnie. Pamiętam jak znaleźli portret Hitlera. Powiesili go na płocie i do mnie wołają „малыш, давай, стреляй!” (no malutki chodź postrzelać). Żołnierz trzymał pepeszkę a ja naciskałem i prułem całymi seriami w ten portret! Oni jak wparowali do tego pięknego pałacu, to ja na dworze byłem, słyszałem tylko wielki huk. Jak wszedłem do środka to wszystkie lustra były porozbijane w drobny mak! W pałacowych salonach były wielkie dywany, wszystkie powyciągali przed pałac a potem czołgiem po nich jeździli niszcząc je kompletnie, bo to germańskie było! Wszystko cokolwiek było germańskie to oni natychmiast niszczyli. Nie patrzyli na to czy coś z tego, co niszczą może się jeszcze przydać. Widziałem jak wkręcali w imadła niemieckie karabiny i zginali lufy, podobny los spotkał maszyny rolnicze. Rozpędzony czołg zgniatał pługi, żniwiarki, młockarnie. Nic nie uszło ich uwadze. Pamiętam raz przykry incydent. W nocy, gdy w domu było całkiem ciemno, bo obowiązywało zaciemnienie, jakiś Rosjanin chciał zgwałcić moją mamę. Ona się mu wyrwała a on strzelił do niej. Na szczęście nie trafił. Huk wystrzału zaalarmował cały dom. Do pokoju wpadł jakiś starszyna i krzyknął „Что здесь произошло?” (co tutaj się stało?). Mama mu powiedziała prawdę. Ten złapał tego rosyjskiego żołnierza i wyprowadził na dwór. Za jakiś czas usłyszeliśmy strzał. Nie widziałem czy go naprawdę zastrzelił. Ten oficer rosyjski był bardzo schludnie ubrany, zupełnie inaczej niż pozostali. Może był z NKWD a może był oficerem politycznym politrukiem. Żołnierze ruscy to byli prości ludzie, oni mieli tylko umieć atakować i zabijać, tylko tacy byli Stalinowi potrzebni. Nienawiść do wszystkiego, co niemieckie mieli tak zakorzenioną, że niszczyli wszystko, co tylko im wpadło w ręce, nigdy nie odpuścili.

Francuzi

Jeńcy francuscy namawiali moją mamę na wyjazd z nimi do Francji, nawet podstawili nam samochód! Oni bardzo lubili moją mamę i chcieliby by nasza cała rodzina zamieszkała w ich kraju, ale mój ojciec absolutnie nie chciał o tym słyszeć i chciał wrócić na ojcowiznę. Jeszcze przed wyzwoleniem przez Rosjan folwarku w 1945 roku, byłem ich ulubieńcem, gdyż chodziłem do lasu i zbierałem gołymi rękami takie małe żabki, które oni potem sami sobie przyrządzali i bardzo lubili je jeść. Jeszcze mnie nauczyli robić papierosy tzw. Musztukany, to im też robiłem, jako mały chłopiec. Dzięki mojej pracy jednego i drugiego mieli zawsze pod dostatkiem. Skąd mieli tytoń nie wiem, może dostawali od Niemców albo dostawali paczki.    

W stronę domu

Ojciec mój nie wiem skąd znalazł jakieś konie, chyba kucyki to były, i jakiś wóz. Zapakowaliśmy wszystko, co mogliśmy na ten wóz i postanowiliśmy uciekać z Schill. Rosjanie wzięli moich dwóch starszych braci do walk o Wrocław. Jednak Stasiek gdzieś uciekł, oni go długo szukali po całym Schillu. Młodszy też jakimś cudem się wymigał. Nie chcieli ich do walki, ale jako pomoc do pilnowania koni itp. Tym wozem ruszyliśmy w ten niebezpieczny czas do domu w Polsce. Pamiętam przejechaliśmy przez most pontonowy zrobiony przez rosyjskich saperów na rzece Odrze, ale gdzie to było dokładnie nie wiem. W jednej wsi spaliśmy w jakiejś chacie, była tam też Armia Czerwona. Był tam nieopodal taki niewielki zagajnik, w nim zdaje się dobrze pijany rosyjski oficer postrzelił się przypadkiem w palce. Wybiegł z tego zagajnika i krzycząc w wniebogłosy „Германия идет!” (Niemcy nadchodzą!) to ci Rosjanie ustawili armaty i działka w stronę tego zagajnika. Jak zaczęli salwami strzelać to z zagajnika nie zostało dosłownie nic!  

folwark dzisiaj

Mój polski Wrocław

W 1955 roku wróciłem do Wrocławia gdzie skończyłem szkołę średnią. Były to tzw. Pracze Odrzańskie.

Pracze Odrzańskie to najniżej położone osiedle wrocławskie (110 m n.p.m.). Ciekawe jest usytuowanie go w trójkącie pomiędzy Odrą i Bystrzycą, zwykle bowiem unikano takiego osiedlania się ze względu na zabagnienie i zagrożenie powodziami.

Obok dworca mieszkało z 10 rodzin greckich. W szkole uczyło się bardzo dużo tych Greków. Uczyli się w technikum budowlanym, czy technikum budowy obrabiarek czy technikum mechanizacji rolnictwa. Ja chodziłem do technikum wodno-melioracyjne. Kierunek ten powstał w 1954 roku, myśmy byli drugim rocznikiem na tym kierunku nauki. Jeśli dobrze pamiętam był to wielki obiekt po jakimś szpitalu chorób płuc. To był ponad 30 hektarowy teren ogrodzony siatką i parkiem. To były trzy bloki trzypiętrowe gdzie były Internety i dwa budynki szkolne. Jeden budynek to były warsztaty i stołówka oraz wyżej sala gimnastyczna. W tej szkole uczyłem się 5 lat. W pierwszym okresie mieszkało nas w internacie 700 uczniów.

Dawne osiedle dla chorych na gruźlicę

Z inicjatywy Stowarzyszenia do Zwalczania Gruźlicy w latach 1928-1929 zaprojektowano osiedle złożone z 32 segmentów szeregowych o powierzchni 80 m kw. dla rodzin, w których przynajmniej jedna osoba była chora na gruźlicę. Rodzina dysponowała 3 pokojami zlokalizowanymi na parterze, natomiast chorego lokowano na piętrze, gdzie mógł korzystać z własnej garderoby, WC, dużego pokoju z loggią i balkonu. Ponadto 2 budynki przeznaczono dla samotnych chorych, w których mogło mieszkać po 16 osób. Dla nich z kolei przygotowano własne gabinety, oszklone werandy i pokoje od zachodu (aby jak najdłużej zapewnić dobre oświetlenie). Elewacje budynków oblicowano czerwoną cegłą, całość przypomina niewielkie holenderskie osiedla.

I we Wrocławiu przyszło mi odsłużyć służbę wojskową. Dostałem przydział na lotnisko wojskowe w Strachowicach do Samodzielnego Batalionu Radiotechnicznego. Obsługiwaliśmy 5 kompanii radarowych pamiętam te : Nysa, Pietrzykowice, Legnica. Po wojsku mogłem zostać we Wrocławiu na ulicy Powstańców Sląskich odbywałem praktyki w jednym zakładzie. Jednak jak przyjechałem do domu tak już mnie wypuścić nie chcieli i zostałem w Kaliszu. Nadal po tylu latach spotykamy się z moją byłą wrocławską klasą. Dziś żyje nas raptem czterech. Dlaczego ja tak pokochałem Wrocław? Miasto to stało się kolebką mojego życia. Tak poznawałem wielkie miasto a  nie było to wcale takie proste jak dziś. Autobusem dojeżdżało się do Pilczyc. Tam było lotnisko ja tam spędzałem całe niedzielne dnie oglądając startujące szybowce. Później pamiętam Plac I Maja, i ulicę Legnicką gdzie stoi taki ogromny bunkier, tam koczowali Cyganie. Cała ta ulica była jeszcze wtedy w gruzach! Ocalała tylko zajezdnia tramwajowa i po prawej stronie nieco dalej inny budynek. Pamiętam ogromne zwały tego gruzu. Hitler podobno powiedział, że Berlin może się poddać ale klucza do Berlina nie odda, a kluczem tym był właśnie Wrocław.

Dla mnie Wrocław to jest moje kochane miasto i tak już zostało do dziś…

Opowiadał Pan Piotr Kopacki z Liskowa  

Wrocław ulica Legnicka, po lewej stronie schron przeciwlotniczy

Źródła

www.wroclaw.dolny.slask.pl

https://dolny-slask.org.pl

http://warszawa.fotopolska.eu

https://www.palaceslaska.pl

mapy google i streetview

fragmenty zapisków świadka Felixa Schona z europolska.eu

http://spacerempowroclawiu.pl

Zdjęcia

europolska.eu

Share Button
Inne artykuły

Dodaj komentarz